O programie SAFE, KGHM i Turowie – czerwiec 2026

Jakie znaczenie ma dla Pana program SAFE? Czy to po prostu nisko oprocentowana pożyczka na zakup broni?

Program SAFE ma dla Polski wymiar epokowy z kilku powodów, wcale nie są to słowa na wyrost.

Po pierwsze, jest to bardzo atrakcyjny finansowo zastrzyk gotówki dla Polski. To prawda, jest to pożyczka, na 3,3 proc. w skali roku i oprocentowanie jest oczywiście zmienne. Ale przypomnę, że pożyczka o podobnej skali (44 mld euro) zaciągnięta na koreańskie uzbrojenie przez Mariusza Błaszczaka, ministra obrony w rządzie PiS jest oprocentowana na… 5,5 proc.

Ale w SAFE ważne jest nie tylko niskie oprocentowanie. Kluczowe jest przeznaczenie tych pieniędzy na rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego. Na SAFE skorzysta 12 tys. polskich firm. Najwięcej środków trafi do Huty Stalowa Wola. Ale skorzysta również wiele firm dolnośląskich. Do końca maja zostało podpisanych 29 umów na kwotę 120 mld zł.

Bardzo duża umowa dotyczy zakładów Jelcz w Laskowicach. Mówimy o kwocie 5,5 mld zł, za którą wyprodukowanych zostanie 2000 samochodów dwóch rodzajów: ciężkich i lekkich.

Środki z SAFE trafią do 787 firm na Dolnym Śląsku. Przekłada się to na co najmniej kilkanaście tysięcy miejsc pracy. Ale na takie inwestycje trzeba spojrzeć szerzej – realizacja zamówień to cały łańcuch kooperantów, zamówień dotyczących usług budowlanych, infrastrukturalnych.

Jakie da to korzyści w przyszłości?

Dzięki wykorzystaniu środków z SAFE staniemy się w większym stopniu niż dziś producentami uzbrojenia. W tym również odgrywających dziś kluczową rolę dronów. Produkowana będzie amunicja, czołgi, transportery opancerzone czy wozy transportowe. Na potrzeby własne i na eksport.

Bardzo ważną korzyścią płynącą z SAFE są środki na badania i rozwój, które trafią do polskich inżynierów i uczelni. Trafią także do dolnośląskich uczelni wyższych. Tego dotąd bardzo brakowało.

Wszystko razem powinno dać polskiemu sektorowi zbrojeniowemu i całej gospodarce przysłowiowego „kopa”.

Jak odpowie pan krytykom programu SAFE, twierdzącym, że to niepotrzebna i kosztowna alternatywa wobec zakupów broni z USA? Takie głosy pojawiają się m.in. z kręgów PiS czy Konfederacji.

Wiem, że polityka Prawa i Sprawiedliwości do tej pory była taka, że nie produkowaliśmy sami sprzętu, a wszystko kupowaliśmy za granicą. Tak było w Korei Południowej, tak było oczywiście w Stanach Zjednoczonych. Wiemy, że amerykańskie lobby zbrojeniowe jest potężne i bywa bardzo skuteczne.

Ale przedstawianie programu SAFE jako godzącego w strategiczną współpracę z USA jest zarówno nieuczciwe jak bezsensowne. W ramach kwoty 50 mld. zł, która w tym roku przeznaczona jest na obronność w Polsce, ok. 20 mld., czyli blisko połowa, przypada na zakupy amerykańskiego sprzętu. Mamy więc sytuację, w której, jak w przysłowiu – i wilk jest syty i owca cała.

Przejdźmy do spraw bardziej regionalnych, choć dotyczących firmy o zasięgu globalnym. Jest pan zaangażowany w rozmowy z Zarządem KGHM Polska Miedź S.A. – jakie kwestie poruszane są w trakcie tych spotkań?

Tak, jestem po spotkaniu z prezesem KGHM Polska Miedź S.A. w trakcie którego poruszyłem kilka ważnych kwestii. Jak Czytelnicy zapewne wiedzą, od dawna i konsekwentnie zabiegam o poprawę bezpieczeństwa pracy górników, zwłaszcza tych dołowych. Rozmawialiśmy również o innej ważnej kwestii: możliwości odkupu nieruchomości mieszkańców sąsiadujących ze Zbiornikiem Żelazny Most m.in. Tarnówka, ale także 5 innych miejscowości.

Mieszkańcy obawiają się sąsiedztwa z Żelaznym Mostem zarówno w kontekście zdrowotnym, jak i ewentualnej katastrofy i chcą przeprowadzić się w inne miejsce. KGHM Polska Miedź oferuje już dzisiaj pewne środki na wykup tych nieruchomości, ale wydaje się, że są one niewystarczające – i właśnie na ten temat rozmawiałem z prezesem Remigiuszem Paszkiewiczem, który obiecał mi, że w najbliższym czasie Zarząd zajmie się tą sprawą. Postarają się opracować specjalny program wykupu mieszkań. Czekam na informacje w tej sprawie.

Jakie możliwości widzi Pan w zakresie poprawy bezpieczeństwa pracy górników KGHM?

Zabiegałem aktywnie o obniżenie tzw. „podatku miedziowego”, czyli specjalnego podatku od wydobycia niektórych kopalin. Dzięki znacznemu obniżeniu tej daniny, do czego udało się niedawno doprowadzić, część oszczędzonych środków powinna być, moim zdaniem, przeznaczona właśnie na poprawę bezpieczeństwa pracy. Celem numer jeden jest poprawa wentylacji w szybach górniczych. Również budowa nowych szybów powoduje skrócenie odległości do przodka, a tym samym poprawę warunków pracy w zakresie temperatur. Oczywiście budowa szybów musi potrwać, ale jest to również kluczowa sprawa.

Od dłuższego czasu zajmuje się Pan również sytuacją w Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec”, gdzie trwa konflikt pomiędzy Zarządem a załogą. Jak przedstawia się dziś sytuacja w tym ważnym dolnośląskim zakładzie?

Niestety, nie mam tu raczej pozytywnych wieści. Pomimo wielu spotkań – zarówno z przedstawicielami Zarządu, jak i związków zawodowych oraz szeregowych pracowników, mam wrażenie, że relacje między Zarządem a załogą zakładów wcale się nie polepszają.

Co równie niepokojące, widzę też, że sytuacja finansowa spółki nie wygląda najlepiej, dlatego pod koniec maja napisałem interpelację do Ministerstwa Aktywów Państwowych z prośbą o przyjrzenie się relacji właśnie między pracownikami a Zarządem.

Ministerstwo Aktywów Państwowych sprawuje nadzór nad tą firmą, która jest własnością Skarbu Państwa. Mam nadzieję, że interpelacja przyniesie wymierne efekty.

Dla mnie jako człowieka lewicy podejście do pracowników ma ogromne znaczenie. Oczywiście zysk spółki jest bardzo ważny, ale musi się ta praca odbywać w poszanowaniu godności pracowniczej, w poszanowaniu relacji między pracodawcą a pracobiorcą, czyli pracownikami a Zarządem.

To jest właściwie ten moment, w którym wszelkie odstępstwa od obowiązującego prawa, muszą zostać niezwłocznie skorygowane.

Mam więc nadzieję, że moja interpelacja zadziała motywująco na Ministerstwo do tego, żeby przyjrzało się dokładnie temu, co się dzieje w spółce.

Jest pan inicjatorem powstania Parlamentarnego Zespołu ds. transformacji społeczno-energetycznej Subregionu Turów. Czym aktualnie zajmuje się ten Zespół?

Ważnym aspektem pracy Parlamentarnego Zespołu ds. transformacji społeczno-energetycznej Subregionu Turów jest współpraca z samorządami. Rozmawialiśmy z samorządowcami z Lubania i, przede wszystkim, Zgorzelca. Po spotkaniu poprosiłem o przesłanie do Zespołu ofert inwestycyjnych, czyli listy miejsc, w których potencjalnie moglibyśmy zabiegać o to, żeby tam trafiły inwestycje, które powodowałyby powstanie nowych i dobrze płatnych miejsc pracy.

Powoli rozglądamy się za tymi inwestorami. Jestem tu dobrej myśli, zwłaszcza w kontekście środków z programu SAFE, o którym już mówiliśmy.

O programie SAFE i wecie Nawrockiego – kwiecień 2026

Niniejszy tekst to przedruk wywiadu udzielonego serwisu MyGlogow.pl

Panie pośle, rozmawiamy w kilka dni po – izraelskim ataku na Iran. Widać już, że konflikt ten może potrwać długo i zużywane są w nim ogromne ilości najnowocześniejszego uzbrojenia. Ale najważniejszą decyzją ostatnich dni jest zawetowanie przez Prezydenta Nawrockiego pożyczki SAFE – jak Pan to ocenia?

Tak – zawetowanie przez Prezydenta pożyczki SAFE to absolutnie szkodliwa decyzja dla Polski i bezpieczeństwa naszych obywateli. To zakrawa na zdradę stanu i nie boję się tego publicznie powiedzieć!

To weto to utrata sporej części z 43 miliardów euro. To zastrzyk gotówki, który mógłby zostać wykorzystany na wzmocnienie polskiego przemysłu – przede wszystkim zbrojeniowego. Dzisiaj w tak niebezpiecznym świecie, musimy inwestować w zbrojenie, bo widzimy, że te dostawy sprzętu wojskowego na świecie powoli się kończą. Dlatego musimy mieć to wszystko na miejscu – tu i teraz, a przy okazji jest to szansa na postawienie na nogi polskiej branży przemysłowej. Niestety, w wyniku prezydenckiego weta część z tych środków – przede wszystkim na straż graniczną, policję oraz infrastrukturę drogową i kolejową będzie bezpowrotnie utracona.

SAFE to realna szansa dla polskich, również dolnośląskich firm zbrojeniowych?

Oczywiście. W tym programie już jest dzisiaj przewidzianych ponad 11 tysięcy firm.

Z tego 878 firm z Dolnego Śląska. W niektórych obszarach produkcji zbrojeniowej nasz region jest prawdziwą potęgą. Największe takie zakłady znajdują się oczywiście w Jelczu-Laskowicach. Ale za taką produkcją stoi zawsze rozległy łańcuch dostawców i podwykonawców.

SAFE to też szansa dla naukowców z Dolnego Śląska, współpracujących z Politechniką Wrocławską, z Uniwersytetem Wrocławskim. Mówimy o środkach nie tylko na zakup zbrojenia, ale też na nowe technologie, na rozwój przyszłościowych branż, na sztuczną inteligencję. To są po prostu pieniądze, które mogą wspierać przemysł zbrojeniowy.

A ogłoszony przez prezydenta i szefa NBP program „Polskie SAFE Zero procent” jest jakąś alternatywą?

Dlaczego miałby być alternatywą? Przecież potrzebne jest jedno i drugie. Obawiam się jednak, że propozycja „polskiego SAFE” posłużyć ma jedynie uzasadnieniu weta do SAFE prawdziwego. I taki jest jej, niestety, jej jedyny cel.

Wspomniał Pan, że SEJF europejski będzie ograniczony? Co to oznacza?

Tak. Nasz rząd ma "Plan B", ponieważ braliśmy pod uwagę taki rozwój wydarzeń. Niestety Prezydent Nawrocki przy podejmowaniu decyzji kieruje się interesem partyjnym a nie interesem Państwa. Nasz "Plan B" to uchwała rządu, która powołuje program "Polska Zbrojna". Dzięki niej unijna pożyczka ma trafić do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Niestety, wydatki te nie obejmują pozamilitarnych formacji takich jak Straż Graniczna czy Policja.

Czy widzi Pan jakieś ziarno prawdy w obawach, które zgłasza na przykład prezes PiS – europejskiej „uznaniowości” lub „wspierania poprzez SAFE” niemieckiego przemysłu?

Nie, nie widzę żadnych podstaw do takich obaw. Mam wrażenie, że prezes PiSu cały czas brnie w swoistą antyeuropejską paranoję. Jako koalicja demokratyczna jesteśmy dokładnie przeciwnego zdania. W tej chwili przewidujemy, że około 89-90% tych środków zostanie oczywiście zainwestowanych tutaj, w Polsce.

Już dzisiaj wiemy, że na przykład Huta Stalowa Wola zostałaby dofinansowana czy zostanie dofinansowana w kwocie 20 miliardów złotych. Dzisiaj ten przemysł stalowy w Polsce jest bardzo ważny, zwłaszcza w kontekście taniej stali napływającej z Chin oraz z Ukrainy.

My musimy wzmocnić polski przemysł, bo jeśli on padnie, to za chwilę możemy być tak naprawdę uzależnieni od zagranicznych firm, od zagranicznych producentów.

Skoro jesteśmy przy firmach strategicznych i metalurgii. KGHM Polska Mieć S.A. ma od niedawna nowego prezesa. Jak pan ocenia tę nominację?

Mam nadzieję, że będzie to prezes, który będzie patrzył globalnie i długoterminowo na rozwój KGHM-u, taki, który zwróci szczególną uwagę na poprawę bezpieczeństwa pracowników, zwłaszcza tych dołowych, którzy na co dzień zjeżdżają po kilkaset metrów pod ziemię. Obniżając podatek miedziowy robiliśmy to celowo, żeby część środków trafiło właśnie na poprawę bezpieczeństwa i higieny pracy tych górników.

Ale bardzo ważna w tym kontekście jest również ochrona środowiska. Widzimy, że KGHM musi dostać zastrzyk finansowy, na tego typu inwestycje, niezwykle ważne dla naszego regionu.

Jestem przekonany, że KGHM dobrze pokierowany będzie służył nam na Dolnym Śląsku przez wiele, wiele lat, tworząc nowe miejsca pracy, dodatkowe miejsca pracy, ale też godne miejsca pracy i płacy dla pracowników i ich rodzin.

W KGHM-ie zawarto właśnie porozumienie ze związkami zawodowymi. Wydaje się, że związkowcy są usatysfakcjonowani przebiegiem negocjacji. To dobry kierunek?

Bardzo dobry kierunek. Poprzedni Zarząd nie był skłonny do tego, żeby dzielić się zyskiem z pracownikami. Rozmowy ze związkami nie prowadziły do rozwiązań przez co najmniej dwa lata. Dopiero po mojej interwencji, zresztą dosyć burzliwej, poprzedni Zarząd zmienił zdanie i widzę, że Zarząd obecny z obecnym Prezesem wyciągnął z tego wnioski.

Cieszę się z tego, że zarząd największej firmy naszego regionu stosuje ekonomię społeczną, która mówi, że tego typu firmy powinny dbać nie tylko o zyski, ale przede wszystkim o to, żeby pracownicy godnie zarabiali.

Brak porozumienia Zarządu ze związkowcami dotyczy dziś również innej ikonicznej firmy Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec” w Bolesławcu. Spotykał się Pan ze związkowcami i z Zarządem– jest szansa na porozumienie?

Zakłady Ceramiczne w Bolesławcu to spółka Skarbu Państwa. A przy tym ważny, duży pracodawca w Bolesławcu i Powiecie Bolesławieckim. Od dłuższego czasu docierały do mnie informacje o napięciach i nienajlepszych relacjach pomiędzy Zarządem a pracownikami reprezentowanymi przez związki zawodowe. Dlatego postanowiłem zadeklarować pomoc w negocjacjach – przede wszystkim z nadzieją na zachowanie miejsc pracy w zakładzie. Zarząd zakładu zatrudniającego ok. 400 osób wypowiedział regulamin wynagrodzeń – w jego miejsce nie powstał nowy. Na dziś, wydaje się, że moje starania przyniosły oczekiwany efekt. Pan Prezes Arkadiusz Grzesiowski zadeklarował, że do końca marca br. przedstawi związkom zawodowym propozycję nowego regulaminu. Po rozmowach ze związkowcami otrzymałem deklarację otwartości na rozmowy i dążenie do porozumienia. Zadeklarowałem, że w razie potrzeby którejś ze stron służę pomocą w niełatwych negocjacjach. W Zakładach Ceramicznych „Bolesławiec” pracują ludzie o bardzo wysokich, a jednocześnie specyficznych umiejętnościach, często od wielu lat. Utrata przez nich zatrudnienia byłaby ogromnym ciosem – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i dla całej aglomeracji Bolesławca.

Z Pana inicjatywy powstał Parlamentarny Zespół ds. transformacji społeczno-energetycznej subregionu Turoszowskiego. Czym zajmuje się obecnie?

Zespół działa aktywnie. Spotkaliśmy się z wiceministrem funduszy europejskich i próbujemy zabezpieczyć w budżecie Unii Europejskiej na lata 2028-2034 około 2-3 miliardów złotych na proces transformacji Worka Turoszowskiego. Bardzo dobre spotkanie zarówno z wiceministrą, jak i z samorządowcami z regionu, z osobami zainteresowanymi tą transformacją, z organizacjami pożytku publicznego.

Jesteśmy po pierwszych rozmowach, mamy pewne wytyczne. Wkrótce odbędą się kolejne spotkania. Za chwilę będziemy chcieli się spotkać z przedstawicielami Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Energii.

Pod koniec marca będę rozmawiał osobiście, jestem już umówiony, z Ministrem Finansów Andrzejem Domańskim. Najważniejsze jest, żeby dzisiaj zabezpieczyć środki finansowe. Ale kolejnym krokiem, który zrobimy, to jest ściągnięcie na Dolny Śląsk właśnie do tych dwóch powiatów, Gorzeleckiego i Lubańskiego, inwestorów, którzy mogliby tworzyć alternatywne miejsca pracy właśnie dla tych osób, które dzisiaj pracują przy elektrowni i kopalni Turów.

Jak Pana zdaniem powinna wyglądać transformacja tego subregionu?

Musimy na nią popatrzeć w szerszym kontekście. Jest jasne, że świat coraz bardziej idzie w stronę zielonej energii. Już od wielu lat widzimy, że zmniejsza się ilość pracowników zarówno kopalni, jak i elektrowni. Z ponad 7 tysięcy pracowników, w tej chwili już pracuje w tym obszarze około 3,5 tysiąca pracowników i ten proces będzie dalej postępował.

Musimy więc tworzyć, obok elektrowni i kopalni, miejsca pracy. W taki sposób, by osoby odchodzące z pracy w tradycyjnej energetyce i górnictwie znajdowały dobrze płatne i stałe zajęcie, by nie musiały się martwić, z czego będą żyć.

To dotyczy nie tylko pracowników samej kopalni i huty, ale też licznych podwykonawców. Łącznie to dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Wszystko razem przekłada się bezpośrednio na finanse miejscowych samorządów. Dziś w Zgorzelcu i Powiecie Zgorzeleckim blisko 40 proc. osób pracujących jest zatrudnionych po sąsiedzku: w Niemczech lub w Czechach. I w tych krajach płaci podatki. Zależy nam na tym, żeby osoby te ściągnąć do pracy właśnie do naszych powiatów: Zgorzeleckiego i Lubańskiego, żeby dać im dobre miejsca pracy, żeby płacili tutaj podatki i tutaj z nami się identyfikowali, bo to jest niezmiernie ważne.

Płacone lokalnie podatki pozwalają utrzymać różnego rodzaju instytucje publiczne. Szpital dzisiaj w Bogatyni, który jest naprawdę uzależniony od finansowania publicznego.

Ale też inne instytucje publiczne, ośrodki kultury, sportu, turystyki, to są miejsca takie, które wymagają dofinansowania.

Pilotuje Pan od dawna sprawę koniecznego remontu Zapory Pilchowickiej. Czy już się rozpoczął?

Tak. Obecnie Tauron przeprowadza remont Zapory Pilchowickiej. Nie są to prace łatwe, co chwile pojawiają się „niespodzianki” dotyczące rzeczywistego stanu zapory.

Liczymy na to, że ten długo oczekiwany remont, który będzie kosztował Tauron blisko 100 milionów złotych zakończy się sukcesem i na wiele lat będzie służył mieszkańcom Powiatu Lwóweckiego. Stan techniczny tej zapory pochodzącej z początków XX wieku wymagał już interwencji państwa i bez pieniędzy państwowych, w tym wypadku Taurona byłoby to po prostu niemożliwe. Dlatego cieszę się, że po naszej poselskiej, posłów z Dolnego Śląska, interwencji (jestem osobiście członkiem Komisji Nadzwyczajnych ds. Likwidacji Skutków Powodzi 2024) ten postulat został uwzględniony i te prace już trwają.

Kiedy można spodziewać się likwidacji wysypiska śmieci w Głogowie?

Dwa lata temu, kandydując w wyborach parlamentarnych, obiecywałem, że będę zabiegał o środki finansowe na likwidację niebezpiecznych, toksycznych składowisk odpadów, między innymi właśnie w Głogowie. To się udało choć, nie za pierwszym razem. W tegorocznym budżecie zabezpieczyliśmy 42 miliony złotych na to, żeby to wysypisko zlikwidować.

Sam osobiście organizowałem spotkania samorządowców z Głogowa w Ministerstwie Klimatu oraz wiceministrą Anitą Sowińską z Nowej Lewicy, która osobiście odpowiada za obszar likwidacji wysypisk.

W tych dniach w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska została podpisana umowa, umowa między samorządem a funduszem zabezpieczająca te środki.

Prace rozpoczną się jeszcze w tym roku.

Zobacz także

glos-lewicy-arkadiusz-sikora-pdf